9 paź 2012
8 paź 2012
5 paź 2012
DOBRANOC
Powtarzałam to wiele razy i powiem po raz kolejny.
Uwielbiam swój widok z okna.
P.S. Kto z Was wybiera się w przyszły weekend na BFG do Gdańska? :-)
4 paź 2012
DZIŚ
Dziś na zawieszonych nitkach suszą się prawdziwki i maślaki.
Dziś pachnie jesienią.
Mieszkanie na przeciw lasu ma chyba jednak same zalety...
Dziś pachnie jesienią.
Mieszkanie na przeciw lasu ma chyba jednak same zalety...
1 paź 2012
ZŁOTYMI WIERCHAMI OPATE O WIATR
Jesienne wyprawy w góry z A. stały się już Naszą małą tradycją.
Tym razem padło na jedną z gór Korony Polski.
Najbardziej lubię góry jesienią.
Gdy szlaki nieco się przerzedzają, robi się spokojniej, ciszej.
Gdy nie spotyka się na każdym kroku hałaśliwych wycieczek, kolonii.
Jesienne góry nie obfitują już w widoki Pań w japonkach czy baletkach, choć przyznam szczerze, że z trwogą spoglądałam w stronę osób, które postanowiły zdobyć Babią, końcem września w trampkach (?!).
Las, po nocnych opadach przywitał Nas wczesnym rankiem tysiącem zawieszonych na każdej gałęzi kropel.
I mgłą, bo o błocie nie wspomnę :-)
Im wyżej - tym mgły było więcej i więcej.
Co chwilę znikała i pojawiała się na nowo, zatapiając wszystko w mlecznobiałej poświacie.
W pewnym momencie zachmurzyło się tak bardzo, że byłam pewna, iż zaraz zacznie padać śnieg.
Było pięknie. Mam ochotę tam wrócić...
Babia Góra zdobyta w pocie, błocie i mgle.
Nie obyło się też bez niemiłych przygód.
Wypadek na trasie, który opóźnił nasze wyjście w góry o dobrą godzinę, nawigacja prowadząca nie-wiadomo-gdzie, dym spod maski mojego samochodu, a na koniec bliskie spotkanie ze ... złodziejem!
Podstępnym złodziejaszkiem, który, już w domu, gdy tylko się odwróciłam, by wypakować plecak ukradł ze stołu dwa oscypki.
Jestem pewna, że Elvis zrobił to w odwecie za to, że tym razem nie wzięłam go ze sobą...
Tym razem padło na jedną z gór Korony Polski.
Najbardziej lubię góry jesienią.
Gdy szlaki nieco się przerzedzają, robi się spokojniej, ciszej.
Gdy nie spotyka się na każdym kroku hałaśliwych wycieczek, kolonii.
Jesienne góry nie obfitują już w widoki Pań w japonkach czy baletkach, choć przyznam szczerze, że z trwogą spoglądałam w stronę osób, które postanowiły zdobyć Babią, końcem września w trampkach (?!).
Las, po nocnych opadach przywitał Nas wczesnym rankiem tysiącem zawieszonych na każdej gałęzi kropel.
I mgłą, bo o błocie nie wspomnę :-)
Im wyżej - tym mgły było więcej i więcej.
Co chwilę znikała i pojawiała się na nowo, zatapiając wszystko w mlecznobiałej poświacie.
W pewnym momencie zachmurzyło się tak bardzo, że byłam pewna, iż zaraz zacznie padać śnieg.
Było pięknie. Mam ochotę tam wrócić...
Babia Góra zdobyta w pocie, błocie i mgle.
Wypadek na trasie, który opóźnił nasze wyjście w góry o dobrą godzinę, nawigacja prowadząca nie-wiadomo-gdzie, dym spod maski mojego samochodu, a na koniec bliskie spotkanie ze ... złodziejem!
Podstępnym złodziejaszkiem, który, już w domu, gdy tylko się odwróciłam, by wypakować plecak ukradł ze stołu dwa oscypki.
Jestem pewna, że Elvis zrobił to w odwecie za to, że tym razem nie wzięłam go ze sobą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)